Typowo Clickbait’owy tytuł, ale poniekąd prawdziwy. Od początku 2020 roku „zbieram” bitcoiny i inne altcoiny. Spytasz a po co? a na co? i co najważniejsze a za co? Otóż zamiast „przepijać”, odkładam, a raczej kupuję altkoiny i odkładam. Jak chcesz poznać mój sposób, dotrwaj do końca lub przewiń 4-5 akapity będące przydługawym wstępem.
O alternatywnych sposobach na emeryturę jeszcze przyjdzie czas napisać, ale niejako z przekory i z chęci spróbowania czegoś nowego, postanowiłem wejść w „świat kryptowalut”.
O bitcoinie wiem od 2013 i nawet próbowałem sam „kopać”, ale to temat na innych artykuł. Prawdą jednak jest, że od 2013 do bańki w końcówce 2017 niewiele się działo. Potem po spektakularnym jej pęknięciu także, z tą różnicą, że Bitcoin już zafunkcjonował w mej wyobraźni nie jako ciekawostka a faktyczne dobro przedstawiające wartość. W okolicach marca 2018 założyłem konto na polskiej giełdzie Bitbay i…… go nie aktywowałem. Tak dryfowałem sobie do końcówki 2019 roku kiedy, jak to mówią, zacząłem się wkręcać. Brakowało jednak tego breaking point, małej iskierki, która niczym ostatnia kropla przeleje czarę, ale nie goryczy, lecz skłoni do działania. I stało się, REVOLUT umożliwia kupno kryptowalut w łatwy prosty sposób. Myślę sobie WOW, tego chciałem. Bez „portfeli” i innego badziewia. No prawie jak w banku czy kantorze. Czar szybko jednak prysł, bo okazało się to opcją dodatkowo płatną i ponadto nie jest się fizycznym właścicielem kryptowalut. Ja z natury sknera nie będę wykupywał pakietu Premium jak mogę mieć coś za darmo. Dobra, now or never.
Kantor – tak, pierwsze bitcoiny kupiłem w dość przypadkowym polskim kantorze z siedzibą w poznaniu. Co prawda wysyłanie danych osobowych, (tak to już ten okres gdzie nie da się kupić anonimowo, a przynajmniej w prosty sposób) mało mi odpowiadało, ale cóż. Jak szaleć to szaleć, drzwi wyj****ć, okno wstawić. Wysłałem 50 zł, kupiłem i od razu przelałem na swój portfel. Po kilku minutach byłem i w sumie nadal jestem właścicielem Bitcoina huraaaaa! No może nie 1 Bitcoina a 0,000 ileś tam po przecinku.
Jak się powiedziało A, to trzeba B. Odgrzebałem konto Bitbay i dokończyłem rejestrację. Spytasz a czemu akurat ta giełda? Ot wolę coś, co ma jakieś korzenie, a nimi jest Polska spółka która wyemigrowała po pewnych motywujących przedsiewizięciach ze strony naszych rządzących. I mimo, że nie zapobiega to samo w sobie ryzyka jej upadku, to wolę jednak coś, co prowadzone jest przez osoby lokalnie obecne, ze spółką będącą w Europejskim obszarze gospodarczym. Daje mi to namiastkę bezpieczeństa, której na próżno szukać w innych wynalazkach rozproszonych gdzieś w dalekiej Azji.
Odpowiadając na chwytliwy tytuł, postanowiłem inwestować w Altkoiny w sposób który nie wpłynie na budrzet domowy. Pieniądze, które i tak w pewnym sensie tracę bo przeznaczam na alkohol, inwestuję. Połączenie miłego z pożytecznym, I nie zrozum mnie źle, nie jestem AA i nie mam z tym problemu 🙂 Po prostu przeliczyłem, że co miesiąc około 100 zł idzie na % trunki. Piwo tu, piwo tam, wino do obiadu, coś rudego od czasu do czasu i tak się zbiera. Zatem skoro „przepijam” stówkę w miesiącu i nic z tego nie mam, postanowiłem „alokować swój kapitał” na bardziej obiecujące dobro. I tak od stycznia, przeznaczam:
Bitcoin BTC – 25 zł/miesiąc
Ethereum ETH – 25 zł/miesiąc
Litecoin LTC – 25 zł/miesiąc
Dash DASH – 25 zł/miesiąc
Spytasz czemu taki, a nie inny podział. Otóż Bitcoin ma największą rozpoznawalność. Jest nazywany wręcz cyfrowym złotem. Może i na wyrost, ale w „marce” tkwi siła. Etherium, bo stoi za nim infrastruktura a Litecoin i Dash dość subiektywnie na podstawie volumenu i podobnie jak w przypadku BTC, rozpoznawalność #marka. Od kwietnia dodałem 20 zł, czyli już łącznie 120 zł. Dodatkową kwotę przeznaczam typowo spekulacyjnie i kupuję „groszowe” altkoin o wartości 0,01zł za nie więcej niż 10zł. W ten sposób, jeżeli któraś z nich w przyszłości wybije, będę zarobiony, a jak nie to będę miał pamiątkę za dychu. Ponieważ ilość groszowych altcoin’ów jest ograniczona, z czasem będę szedł w górę, ale zawsze od najtańszych (śmieciowych?).
W ten sposób już mam Altcoin’ów za około 1000 zł, bo nie wytrzymałem i po drodze coś jeszcze dodałem. Było to na samym początku, ale już minąłem ten etap i palce przestały mnie świerzbić. Tak oto trzymam sobie te cyfrowe zapisy w nadziei, że żadna burza elektromagnetyczna na słońcu nie zmiecie naszej cywilizacji.
Mój eksperyment będzie się rozrastał i będę dodawał kolejne „darmowe” sposoby na kryptowalutu, bo zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach z pieniądzem fiducjarnym, wole mieć, choć małą cząstkę swojego kapitału w czymś oderwanym od wpływów, miłościwie nam panujących możnowładców.
Miłego dnia,
Profesor

