Krótko o inwestowaniu

Inwestujesz środki kóre możesz stracić (kropka).

Krócej się nie da 🙂 A tak na poważnie zadaj sobie pytanie, jaką ilość pieniędzy jesteś wstanie stracić, przepalić, zgubić lub dosłownie, wyrzucić i taką kwotę dopiero inwestuj!

Krążą po sieci i/lub wśród znajomych legendy o osobach „zarobionych”. Od zera do milionera, ale ile w tym prawdy? Z pewnością ktoś miał nosa inny szczęście a być może wiedzę niedostępną dla zwykłego Kowalskiego, ale czy i tobie się powiedzie?

W czasach gdy lokaty nie „płącą” każdy w miarę rozgarnięty będzie szukał bezpiecznej przystani dla swoich środków. Palce świerzbią a myśli się kotłują. Może akcje a może obligacje a może waluty na forex’ie? Wiem! Heureka! krypto waluty! Na to przecież jeszcze nikt nie wpadł! Prawda jest taka, że każdy z w/w sposobów inwestowania da zarobić, ale i umożliwi stracić. Dlatego parafrazując przysięgę Hipokratesa „przede wszystkim nie trać” a od siebie dodam nie lewaruj bo ten „lewarek” jak odskoczy to i zęby powybija.

Jaki kapitał zatem inwestować? Zróbmy mały test, ja podsuwam pytania i odpowiedzi a Ty się zgadzasz lub nie. Za każdym razem, gdy w głowie, powiesz sakramentalne TAK, przejdź do kolejnej linijki. W momencie, gdy pojawi się NIE albo poprostu dosyć, to jest Twój próg bólu i maksymalny poziom środków na inwestycje. Zaczynamy?

1 grosz – nawet nie usłyszę jak upada?
10 groszy – przydaje się tylko w parkomacie
1 zł – za tyle awansujesz na kierownika w oczach żula
5 zł – cieszę się tylko jak znajdę w kieszeni zimowej kurtki!
10 zł – ciekawe jak by wyglądał jako podpałka do fajki?
50 zł – drink na mieście, przecie stać mnie!
100 zł – Jagiełło wydaję z 2 stów
200 zł – flaszka + drobniaki do świnki skarbonki, bo bilonu po kieszeniach nie noszę
1000 zł – kurczę znowu coś stuka w aucie
5000 zł – tydzień w górach i jakieś dudki na waciki
10 000 zł – hmm ani dużo ani mało, na co by to?
50 000 zł – jakiegoś furaka bym sobie kupił, a może by tak moto?
100 000 zł – niech leży i się kurzy
250 000 zł – hehe toż to średni kredyt na mieszkanie w Polsce
1 000 000 zł – no! tutaj zaczynamy powoli mówić o biznesie
Sky is the limit w zł – Jak się bawić to się bawić drzwi wyj*****, okno wstawić!

Przy którym poziome zszedł uśmiech z twarzy i rozpoczęło się „hmmm no to już dużo”? Pomyśl teraz o rynku lewarowanym x10, x100 i podziel swój próg bólu. Gorzej jak go pomnożysz i zapakujesz się w inwestycję nie ze swojej ligi.

Reasumując, inwestować warto, ale najpierw w siebie a później w rynki kapitałowe. Jak masz kredyt może nie nadpłacaj przy tak niskich stopach ale pomyśl jakie masz alternatywy a jak żadnych to kup jedną czy drugą książkę. Tylko na Boga /dowolnego/, nie płać kilku tysięcy za szkolenia! Ogarnij podstawy samodzielnie a później zobaczysz….

W tym miejscu autoreklama, zapraszam do księgarni 🙂 może coś Ciebie zainteresuje.

Miłego dnia!
Profesor

Efekt motyla, czyli o nieoczywistych konsekwencjach naszych decyzji

Dziś będzie historia krótka i jak na razie bez happy endu. Obiecuję, że next time będzie pozytywniej.

Potrzebujemy miejsca i czasu akcji oraz bohatera. Jako że jest to postać fikcyjna niechaj mu będzie Wojtek. Miejsce to Śląsk w końcówce 2019. Jak czytasz to w 2120 nadmienię, że Śłunsk to je serce Polski w którym „dla serca nie najlepsze jest powietrze”. Region gęsto zaludniony, zurbanizowany o dominacji przemysłu wytwórczego nad usługowym. Innymi słowy, jest duży udział realnej gospodarki, a nie open space z telemarketerami.

Dygresja numero uno: Nie mam nic przeciwko call center. Praca ciężka, często odmużdzająca ale i ucząca, że sukces to czas/ilość prób. Zmierzam jedynie to tezy, że call center dziś jest a jutro nie ma. Dziś Ty jesteś a jutro Ciebie nie ma.

bzzzzzzzzzzzzzzzim, wróciliśmy. Czas, czas, czas trzeba określić. Jest końcówka 2019 gdzie to Polska ekonomia szaleje. Rynek pracownika okrzepł po kilku latach dobijania do kolejnych minimów bezrobocia.

Dygresja numero secondo: Daj mi cyfrę a wytnę Ci numer. Daj mi bezrobocie a zrobię go jakim chcesz. Metodologia, słowo klucz a raczej wytrych. Jak policzysz ilość ludzi bez pracy to w zależności czy weźmiesz tych szukających czy olewających masz 2 różne wynik. Nie zmienia to jednak faktu, że koszt utrzymania spada na grupę pracującą, która w stosunku do całego narody wygląda raczej słabo. bo 16,5 mln vs 38 ml populacji. Czyli, że co? połowa pracuje a połowa baluje! Tak tak, dzieci nie liczymy…

Gdzie ja to byłem acha, Wojtek! Poczuł wiatr w skrzydła i zaczął negocjować. Co chciał nie ważne. Co oferował? w zasadzie nic. Chciał więcej za to samo. Pomyślisz, specjalista, wybitny w swej dziedzinie. Taaa pasywna obsługa klienta. W przypływie nonszalancji poszedł va banque i jak to się potocznie przyjęło określać, rzucił papierami. Liczył zapewne, że kierownik przerażony wizją utraty pracownika zespołu, wydusi wdowi grosz dla Wojtka. A tu coś nie pykło. Ciasteczka i torcik pożegnalny pozostał po około 10latach pracy. Taki byłby finał, gdyby nie los straszliwy. Otóż któż by się mógł spodziewać nagłego zwrotu akcji. Niczym wzrost Franka z 2zł na 5zł. Miało nigdy nie rosnąć a jednak wzrosło. Miało nie spaść a JE**ŁO! Że tak powiem Q1 2020 gospodarka zamknęła (dosłownie) z przytupem. I tak Wojtuś czy tego chciał czy nie, teraz ma plan #PoszukujęNowychWyzwań a w wolnym tłumaczeniu znaczy to, że rachunki same się nie opłacą.

A morał z tej historii jest prosty i niektórym znany, jak nie mamy backupu to papierami nie rzucamy!

Miłego dnia,
Profesor